Największa zmora dziecka: toksyczna matka. Dlaczego nie ojciec!? – wykrzykną oburzone zwolenniczki równości we wszystkim. Odpowiedź jest prosta: to matka jest głównym filarem rodziny, nawet jeśli dominuje ojciec. To ona ma naturalną, biologiczną więź z dzieckiem i ona w początkowej fazie życia jest całym jego światem.
Nie będziemy omawiać depresji poporodowej i w związku z nią zaburzeń funkcjonowania – to inny temat. Przyjrzymy się pozornie „normalnym” zachowaniom: powszechnym i jakże dla dziecka szkodliwym. Warto zwrócić uwagę na cechy toksycznej matki, takie jak nadmierna krytyka, kontrola czy porównywanie dziecka do innych, które mają ogromny wpływ na relacje i rozwój emocjonalny dziecka. Takie toksyczne zachowania matki często są elementem szerszego problemu w toksycznej rodzinie. Takiej, gdzie negatywne wzorce relacji mogą prowadzić do długotrwałych konsekwencji dla wszystkich jej członków i powodują, że przynajmniej część dzieci (przy większej liczbie rodzeństwa) przejmuje toksyczność matki.
Wprowadzenie do tematu toksycznych matek
Toksyczne matki to temat, który wciąż budzi wiele emocji i kontrowersji. Wydaje się, że matka powinna być ostoją bezpieczeństwa, wsparcia i bezwarunkowej miłości. A dodatkowo w Polsce panuje niezmiennie stereotyp „Matki – Polki”, której należy się wdzięczność i oddanie za sam fakt bycia matką. Niestety, nie zawsze tak jest. Toksyczne matki to osoby, które regularnie przekraczają granice emocjonalne swoich dzieci. Często nie zdając sobie sprawy z tego, jak głęboko ranią psychikę dziecka. Ich zachowania mogą być subtelne lub jawne, ale zawsze pozostawiają ślad – zarówno w dzieciństwie, jak i w dorosłym życiu. Wpływ toksycznych matek na zdrowie psychiczne swoich dzieci jest ogromny. Od niskiego poczucia własnej wartości, przez trudności w budowaniu relacji, aż po poważne zaburzenia emocjonalne. W tym artykule przyjrzymy się, jakie cechy mają toksyczne matki, jak ich zachowania odbijają się na psychice dziecka i jak radzić sobie z taką relacją, by w dorosłym życiu odzyskać równowagę i poczucie własnej wartości.
Kim jest toksyczna matka?
Kim właściwie jest toksyczna matka? To nie tylko kobieta, która krzyczy czy stosuje jawne formy przemocy. Toksyczna matka to osoba, która systematycznie podkopuje poczucie własnej wartości swojego dziecka. Nie szanuje jego granic emocjonalnych i nie pozwala mu być sobą. Może być nadmiernie krytyczna, kontrolująca każdy krok, manipulująca uczuciami lub wręcz przeciwnie – zupełnie nieobecna emocjonalnie. Często toksyczne zachowania matki wynikają z jej własnych, nierozwiązanych problemów, trudnych doświadczeń z dzieciństwa lub braku umiejętności radzenia sobie z emocjami. Takie postępowanie i niezdrowa relacja matka – dziecko nie tylko rani dziecko tu i teraz. Także zostawia trwały ślad w jego zdrowiu psychicznym, wpływając na całe dorosłe życie. Toksyczna matka nie zawsze jest świadoma swojej toksyczności. Czasem powiela wzorce wyniesione z własnego domu, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo szkodzi swojemu dziecku.
Zła wiadomość:
– Toksyczna matka powoduje, że dorosłe dzieci toksycznych matek często nie mogą odnaleźć się w swoim dorosłym życiu. A relacje z matką mają wpływ na dorosłe życie. W przypadku dorosłej córki relacja z toksyczną matką może negatywnie wpływać na jej życie osobiste i zawodowe. Może prowadzić do problemów z poczuciem własnej wartości, trudności w budowaniu zdrowych relacji oraz problemów emocjonalnych. Dorosłe dzieci często powielają toksyczne wzorce, unikając bliskości lub wchodząc w toksyczne relacje. Toksyczna matka może rujnować życie dziecka nawet wiele lat po opuszczeniu domu rodzinnego. Toksyczne zachowanie matki kształtuje postrzeganie siebie i relacje z innymi w dorosłym życiu dziecka. Toksyczna relacja z matką może mieć duży wpływ na wszystkie inne relacje w życiu dorosłego już dziecka. A dzieci toksycznych matek mogą mieć problem z nawiązaniem zdrowej relacji z własnymi dziećmi. – Każda rodzina jest czymś naznaczona, na szczęście nie każda w sposób skrajny.
Dobra wiadomość:
– Czasami toksyczne zachowania występują okazjonalnie i nie zdążą zrobić prawdziwego spustoszenia. – Na każdym etapie życia można sobie pomóc. Dorosła ofiara toksycznej matki może zmienić swoje przekonania, zachowanie oraz złagodzić skutki wieloletniego trucia.
Przyjrzyjmy się zatem zachowaniom toksycznej matki.
Szantaż emocjonalny w relacjach z matką
Szantaż emocjonalny to jedno z najboleśniejszych narzędzi, po które sięgają toksyczne matki. To nie są tylko dramatyczne sceny rodem z filmów. To codzienność wielu dzieci, które żyją w ciągłym napięciu, bojąc się, że nie spełnią oczekiwań matki. Toksyczne matki potrafią używać swoich emocji jak broni. Grożą chorobą, samotnością, a nawet śmiercią, jeśli dziecko nie zachowa się tak, jak one chcą. Często pojawia się tu poczucie winy – „gdybyś mnie kochał, nie sprawiałbyś mi przykrości”, „przez ciebie jestem taka nieszczęśliwa”. Przez taką matkę dziecko ma przekonanie, że naprawdę doprowadzi do jej śmierci. Szantaż emocjonalny skutecznie odbiera dziecku poczucie bezpieczeństwa i sprawczości, prowadząc do głębokich ran w zdrowiu psychicznym. Dziecko dorasta z przekonaniem, że jest odpowiedzialne za samopoczucie matki. A każda próba wyrażenia własnych potrzeb kończy się lękiem i niepewnością. To mechanizm, który potrafi zniszczyć nie tylko dzieciństwo, ale i dorosłe życie, utrudniając budowanie zdrowych relacji i poczucia własnej wartości.
Nadopiekuńczość
Największa z możliwych toksyn. Nie pozwala dziecku dojrzeć, usamodzielnić się, odciąć pępowiny i cieszyć się życiem. Ogranicza i blokuje zdobywanie doświadczeń. Matka twierdzi, że to z miłości, tymczasem jest to przemoc z dorobioną ideologią.
Nadopiekuńczość to żadne matczyne kochanie, tylko chęć kontroli za wszelką cenę, poprzez rzekomą „dobroć”. Wyręcza, usprawiedliwia, „wie”, co dla jej dziecka najlepsze. Najchętniej zorganizowałaby mu cały świat i autonomię dziecka odbiera jako zagrożenie dla jej miłości. A dziecko się dusi – im większe, tym bardziej. Toksyczna matka nie traktuje dziecka jako odrębnej osoby z własnymi potrzebami, lecz jako przedłużenie siebie.
Przykłady
Katarzyna jest aktywna zawodowo, ale większość jej energii pochłania zajmowanie się dzieckiem i „inwestowanie” w jego przyszłość. Pilnie i skrupulatnie odrabia z nim lekcje, czyta każdą lekturę – inne świadectwo niż z czerwonym paskiem nie wchodzi w grę. Przygotowuje do różnych konkursów (recytatorskiego, tanecznego, tworzenia cudów na kiju) i angażuje wszystkich znajomych do internetowego głosowania na jej dziecko. Wozi na dodatkową naukę języków, zajęcia sportowe, castingi do reklam.
Dziecko jest wytresowane jak cyrkowa małpka: pięknie występuje, ogarnia pamięciowo każdy materiał. Matka puchnie z dumy i jest przekonana, że to wszystko robi dla dobra własnego dziecka. Nie zauważa, że dziecko nie ma czasu na zabawę. Na nawiązanie pierwszych przyjaźni, na trenowanie relacji z rówieśnikami na innym gruncie niż szkoła. Nie widzi, że w pogoni za przyszłym „sukcesem” pozbawia swoje dziecko dzieciństwa. Również nie bierze pod uwagę w ogóle uczuć dziecka. Nie słyszy – bo jej dziecko mówi to do szkolnych kolegów. A matki na szczęście nie mogą siedzieć z dzieckiem w jednej ławce. A jej dziecko chciałoby inaczej, ale nie chce robić przykrości mamie, więc jedzie na kolejny casting, bierze udział w kolejnym, wynalezionym przez mamę konkursie…
Kolejny
Córka Elwiry ma prawie czterdzieści lat, ale dla niej i tak jest dzieckiem – tak też o niej mówi. Dała jej całkowitą, bezwzględną akceptację, zawsze biorąc pod uwagę „dobro” swego dziecka, często kosztem własnego. Aktywna, z sukcesami zawodowymi, głośno powtarza, że całym jej światem i szczęściem jest jej dziecko. Męża traktuje jak zło konieczne, walcząc z nim o wszystko, zawsze znajdzie dziurę w całym. To, co ona uważa w sprawie ich córki, jest jedynie słuszne. A uwagi ojca traktuje jak czepianie się albo skrajny idiotyzm.
Strony matki w tej relacji są wyraźnie kontrolujące i nadopiekuńcze – jej zachowanie nie pozwala córce na pełną niezależność i samodzielność. Nie przyszło jej do głowy, że jest toksyczna, także na odległość. Że miłość rodzicielska to również uczenie życia poprzez dawanie przykładu (także traktowaniem własnego życiowego partnera) i stawianie granic. Żałuje, że jej dziecko nie chce z nią mieszkać. Elwira chciałaby chociaż móc przywozić córce kotlety.
Zawsze, gdy ją odwiedza, zmywa naczynia (mimo protestów córki, która woli wstawić je do zmywarki) i zajmuje sobą całą przestrzeń jej małego mieszkania. Na każde skinienie jest – gdy „dziecko” chce, lub chowa się w kąt, gdy jej córka ma gorszy humor i źle ją potraktuje. Elwira czeka na najmniejszy przejaw serdeczności jak bezpańska psina na podrapanie za uchem i nie przyjmuje do wiadomości, że ma swój duży udział w braku kompetencji społecznych i ciągłym poczuciu beznadziei swojego ukochanego dziecka. Nie chce widzieć, że takie zalanie „miłością” to żadne kochanie, tylko zaspokajanie swojego egoizmu i zapełnianie swojego życia życiem dziecka.
I dalej
Iwona uważa, że jej synuś jest wyjątkowy, tylko czasem nie ma szczęścia. Jego matka nie dostrzega, jak jej zachowanie wpływa na syna – usprawiedliwia go, chroni przed konsekwencjami i nie pozwala mu dorosnąć. Bierze jej samochód bez zgody? Widocznie potrzebował. A że ona nie miała jak dojechać do pracy – cóż, przecież jakoś sobie poradziła. Dziewczyny w dzisiejszych czasach są okropne – każda go zostawia. Bywa nerwowy i porywczy, nawet Iwonie kiedyś podbił oko, ale przecież generalnie jej synuś jest dobrym człowiekiem. Nie umie sprzątnąć po sobie, za to lubi dobrze zjeść – prawdziwy facet z niego. Gdy po pijanemu rozwalił samochód, była gotowa dać łapówkę całej Komendzie Stołecznej i sędziemu, aby tylko mu się upiekło. Porusza wszelkie znajomości, żeby znaleźć mu kolejną pracę (w żadnej nie wytrzymał dłużej niż trzy miesiące) i nie widzi, że jej znajomi wykorzystują kryzys jako usprawiedliwienie braku chęci polecania wyhodowanego przez nią pasożyta.
Toksyczne matki często nie potrafią akceptować niezależności swoich dzieci, co prowadzi do konfliktów w dorosłym życiu.
Poświęcanie się
To kolejna zmora. Zawsze podszyte poczuciem krzywdy i wpędzaniem w poczucie winy „niewdzięcznego” dziecka. Toksyczne matki często wzbudzają w dzieciach ciągłe poczucie winy. A to prowadzi do poważnych skutków emocjonalnych, takich jak niska samoocena, depresja czy stany lękowe. Nikt nie potrzebuje i nie chce niczyjego poświęcenia, zwłaszcza własnej matki. Co innego świadomy wybór: rezygnuję z pracy, bo chcę pierwszy okres życia mojego dziecka tak właśnie spędzić. Zarzucanie dziecku, że dla niego matka zrezygnowała z „kariery”, że wszystko oddała w imię jego dobra – jest kłamliwą manipulacją. Toksyczna matka może stosować różne techniki manipulacji, aby uzyskać to, czego chce. Za takim przejawem przemocy (a tak!) stoi zwykle jej neurotyzm i niespełnienie, które matka leczy wpędzając własne dziecko w poczucie winy.
Obarczanie dziecka poczuciem winy za własne frustracje i nieumiejętność życia to wyraz niedojrzałości i zaburzonego funkcjonowania matki. Za tym zwykle stoi chęć kontroli i podporządkowania sobie wymykającego się dziecka. Szantaż emocjonalny („Ja dla ciebie to czy tamto, a ty pięknie mi się odwdzięczasz”) i roszczeniowość w imię rzekomych poświęceń uniemożliwia dziecku normalne życie. Powoduje złość, poczucie winy, poddanie się i głębokie zaburzenia nerwicowe.
Domaganie się całkowitego oddania emocjonalnego
Matka za wszelką cenę chce utrzymać pozycję najważniejszej osoby w życiu dziecka. Nie bierze pod uwagę tego, że naturalnym procesem jest zmiana i że jej rolą jest przygotowanie dziecka do dorosłego życia. Do bycia partnerem i rodzicem. Zamiast uczyć córkę szacunku do siebie samej, a syna, jak warto traktować kobiety, najchętniej ubezwłasnowolniłaby własne dziecko, by dało jej taką miłość, jakiej nie otrzymała od wybranego przez siebie partnera. Posunie się do udawania choroby i wzywania dziecka pięć razy w tygodniu w środku nocy lub przed ważnym towarzyskim wydarzeniem dziecka, w którym miała nie brać udziału, ataków wymówek albo „rezygnacji” („No tak, jedź sobie na ten weekend, a ja zostanę sama. Może umrę, to nie będziesz mieć więcej ze mną kłopotu…”).
Bierna służąca
Uzależniona od mężczyzny lub od dziecka (co ciekawe, to rzadko idzie w parze!), sama o niczym nie decyduje. Toleruje każde zachowanie swojego partnera lub dziecka. Nie umie zadbać ani o siebie, ani o dziecko, bo jeśli daje się terroryzować jednemu lub drugiemu, to dbanie jest niemożliwe. Nie wie, jak ustalać zasady. Ba! Nie wie, jakie one powinny być! Nie ma mowy o jakiejkolwiek konsekwencji, bo nikt nie ma zwyczaju liczyć się ze służącą. Niedecyzyjna, bierna, nieszczęśliwa, wpędza w poczucie bezsensu niczemu niewinne dziecko.
Szafowanie „dobrem” dziecka a ślad na psychice dziecka
W zależności od osobistego wygodnictwa: toleruje przemoc domową („przecież dziecko powinno mieć obydwoje rodziców”) lub rozwala istniejący związek („dziecko powinno mieć szczęśliwą matkę, a z ich ojcem taka nie jestem”). Cacka się z rodzinnym przemocowcem jak ze zgniłym jajem, nie widząc, że rujnuje psychikę dziecka. W takich relacjach często pojawia się przemoc emocjonalna, która jest jednym z głównych elementów toksycznych relacji rodzic-dziecko i ma poważny wpływ na zdrowie psychiczne oraz emocjonalne dziecka.
Przeciwny biegun: sprowadza do domu i swojego łóżka kolejnych wujków, nie biorąc pod uwagę, że kalejdoskop jej miłosnych porażek burzy poczucie bezpieczeństwa dziecka.
Tylko toksyczna, ograniczona matka uniemożliwia dziecku kontakty z ojcem. Najczęściej w imię osobistej zemsty zawiedzionej kobiety, ale z niesieniem na sztandarze „dobra” dziecka (nie mówię o sytuacji, gdy ojciec nie trzeźwieje lub rzeczywiście skrzywdził dziecko). Nie patrzy, jak rozwiązać sprawę spotkań, by było to z największą korzyścią dla dziecka. Zabrania, bo… i tu następuje cała litania bzdur, w jej oczach utwierdzających ją w słuszności podjętej decyzji.
Dla „dobra” dziecka toksyczna matka despotycznie przejmuje ster jego życia w swoje ręce. Lepiej wie, jakie studia ma skończyć, z kim się zadawać, jak spędzać wolny czas. Płaci i wymaga całkowitej lojalności i poddania. „Niesubordynacja” kończy się emocjonalną karą, a nawet zerwaniem wszelkich kontaktów (taką postawę również dość często przejawiają ojcowie). Warto podkreślić, że szantaż emocjonalny oraz stosowanie tzw. „cichych dni” to typowe formy kary stosowane przez toksyczne matki w ramach przemocy emocjonalnej.
„Przyjaciółka” – taka „od serca” i szantaż emocjonalny
Zwierza się dziecku ze swoich rozterek, obarczając je sprawami, które zwyczajnie je przerastają. Dopytuje o intymne szczegóły z życia dziecka, udziela rad, zabiera na swoje imprezy jako osobę towarzyszącą. Ma z dzieckiem sekrety przed ojcem, trzyma z nim przeciw niemu sztamę.
Tego typu zachowania prowadzą do powstania toksycznych relacji, w których dziecko nie ma szansy na budowanie zdrowych granic i odpowiedzialności emocjonalnej. W dorosłym życiu takie toksyczne relacje mogą skutkować trudnościami w nawiązywaniu prawidłowych więzi. Problemami z zaufaniem oraz powielaniem szkodliwych wzorców w kontaktach z innymi.
Z szesnastolatką pali papierosy, siedemnastolatkowi kupuje piwo. Nie wie, że w ten sposób nie zagłuszy swoich wyrzutów sumienia (bo np. skrycie sama nadużywa alkoholu albo w swoim mniemaniu nie spędza z dzieckiem wystarczającej ilości czasu). Jedynie zrobi mętlik w głowie dziecka, które przyjaciół dobierze sobie samo, a potrzebuje, by rodzic był odpowiedzialnym, stabilnym przewodnikiem, rozsądnym tłumaczem rzeczywistości.
Zaprzyjaźnić chce się także z partnerem dziecka. Jeśli ma córkę – będzie kokieteryjna, „młoda”, „atrakcyjna”. Gdy ma syna, każda jego dziewczyna będzie dla niej fantastyczna, ale… I tu po cichutku zaczyna się sączenie jadu. Zgrabna, ale nogi ma dość krótkie; fajnie się urządziliście, całe szczęście, że mój syn ma dobry gust; wyjazd to dobry pomysł, tylko czemu jedziecie w góry, skoro ty tak lubisz morze..?
Frustratka
Wiecznie niezadowolona (powód zawsze się znajdzie), krytyczna, nadmiernie wymagająca uwagi. Źle się wyraża o ojcu dziecka, wciąga je w rodzicielskie rozgrywki (to także zdarza się ojcom). Biedne dziecko – jak ono potem samo ma być odpowiedzialnym partnerem i nietoksycznym rodzicem??
Matka skłócona z całym światem (albo ze znaczącą jej częścią) to podwalina problemów psychicznych dziecka. Także matka nadmiernie rywalizacyjna jest generatorem problemów. Porównuje swoje dziecko z innymi i albo święci triumfy wbijając siebie w pychę i fałszując obraz rzeczywistości, albo jest niezadowolona.
Jeśli przenosi maskowaną agresję ze swojej matki (najczęściej w relacjach matka – córka) lub ojca (relacja matka – syn), nigdy nic jej nie zadowoli. Zawsze znajdzie powód do narzekania i wyrzutów, wpędzając dziecko w chorobliwe zapotrzebowanie na aprobatę.
Brak konsekwencji świadczy o słabości wewnętrznej i ma związek z ogólnym niezadowoleniem matki z siebie i życia. Zabrania czegoś, po czym pod wpływem wymuszenia ustępuje (uwaga! Zmiana zdania pod wpływem argumentów i negocjacji jest jak najbardziej zdrowa, natomiast uleganie dla świętego spokoju, pod wpływem wrzasków lub niezadowolenia dziecka, to postępowanie toksyczne, prowadzące do rozchwiania wewnętrznego obydwojga).
„Sprawiedliwa”
We własnych oczach oczywiście. Bardzo dba o to, by traktować dzieci po równo i tak samo. To powoduje głębokie poczucie niesprawiedliwości w starszym dziecku, bo zwykle od niego więcej się oczekuje mniej dając mu w zamian. Ze zdziwienia przeciera oczy, że jej „sprawiedliwość” powoduje złe relacje między rodzeństwem i wieczne wojny. Drugim końcem kija jest jawne nierówne traktowanie, czyli faworyzowanie któregoś z dzieci – często tego sprawiającego więcej kłopotów. Oczywiście percepcja dziecka jest taka, że może odczuć krzywdę z powodu, który rodzicowi w życiu nie przyjdzie do głowy.
„Obecna nieobecna” i jej wpływ w naszym dorosłym życiu
Spędza z dzieckiem bardzo dużo czasu. Fizycznie, bo rzeczywiście w ogóle tego czasu nie spędza z nim. Co z tego, że są cały dzień w domu, jak tak naprawdę albo nie ma czasu się dzieckiem zająć (praca, komputer, portale społecznościowe, sprzątanie, maseczka, rozmowy telefoniczne). A.lbo nie ma na to ochoty, tylko wstydzi się do tego przyznać nawet sama przed sobą. Taka relacja z własną matką, w której dziecko nie doświadcza prawdziwej obecności i zaangażowania, może mieć wpływ na dorosłe życie. Kształtuje sposób widzenia siebie, relacje z innymi oraz powielanie podobnych wzorców w przyszłości. Nie przyjdzie jej do głowy, by spędzić pół godziny dziennie całkowicie i tylko z dzieckiem (bez innych czynności, odbierania telefonu, oglądania serialu, odkurzania), by miało ono poczucie, że jest ważne i kochane. Lepsze konkretne pół godziny przytulania, wariowania i wspólnego tarzania się po dywanie, niż cała doba udawania.
Matka pijąca
Robi większe spustoszenie w psychice dziecka niż pijący ojciec, chociaż w obydwu przypadkach dziecko wyrasta na Dorosłe Dziecko Alkoholika (och, ileż protestów słyszałam: ja nie jestem żadnym dzieckiem alkoholika, tylko mój rodzic po prostu czasem się nie kontrolował…) (przeczytaj więcej o wpływie alkoholizmu na rodzinę tutaj). Kłopoty z samooceną (nieadekwatnie zaniżona lub zawyżona), nadobowiązkowość lub totalne mentalne lenistwo. Brak poczucia bezpieczeństwa i lęk przed bliskością to dziedzictwo dorastania w domu z alkoholem. Bez terapii DDA bardzo trudno – jeśli w ogóle możliwe – jest zbudować zdrową rodzinę, a dorosłe dzieci toksycznych matek często mają poważne trudności z założeniem własnej rodziny.
Warto sobie uświadomić, że gdy dziecko wkracza w nasze życie, nic już nie będzie takie samo. Dziecko NIE jest własnością rodzica. To nie pluszowy pajacyk, którego możemy włożyć w dowolną szufladkę.
Zanim jednak…
Zanim zaczniesz, Czytelniku, obwiniać swoją matkę o toksyczność, weź pod uwagę, że:
• Każda matka ma ogromny udział w szczęśliwym lub nieszczęśliwym życiu swojego dziecka. „Ma udział” nie oznacza „jest winna”. Chce dla dziecka jak najlepiej (pomijając patologie) i wychowując dziecko korzysta z dostępnych jej zasobów. Innymi słowy: wychowuje jak umie. A że często nie umie…
• W naszą narodową kulturę wpisana jest przemoc, a to ona jest podwaliną wszelkiej toksyczności. Z pokolenia na pokolenie powielamy metody stosowane w naszych domach, nie umiejąc dostrzec, że można inaczej: zamiast nakazów i zakazów – nagradzanie i wspieranie zachowań pożądanych z karami jako ostateczność. Uważamy klapsa za nieszkodliwe, a wręcz konieczne narzędzie wychowawcze, gdy tymczasem jest to tylko i wyłącznie przejaw bezradności i brak zasobów dorosłego!
• Toksycznością nasiąka się bardziej niż myślisz, więc jeśli pochodzisz z toksycznego domu, trudno ci będzie stworzyć dom zdrowy. Problem polega na tym, że zatruci ludzie nie chcą widzieć własnej trucizny, tylko szukają jej na zewnątrz, obarczając innych winą za własny dyskomfort, domagając się emocjonalnego zadośćuczynienia za doznane krzywdy od partnera lub… dziecka, oczekując od toksycznego rodzica naprawienia „winy” lub pogrążając się w poczuciu krzywdy i nieszczęścia. Często też, gdy dorosłe dziecko próbuje założyć własną rodzinę, toksyczna matka reaguje zazdrością lub próbuje ingerować w nowe relacje.
• Nieodcięta pępowina, wysoki poziom lęku, ogólny brak zadowolenia i poczucia sensu w życiu, kłopoty z relacjami – to sygnały, że warto szukać pomocy, zanim zatrujesz własne dziecko.
Na początek proponuję przeczytać książkę Susan Forward „Toksyczni rodzice”. Potem być może warto poszukać zewnętrznego wsparcia. Szkoda życia.
Relacja z matką a zdrowie psychiczne
Relacja z matką to fundament, na którym buduje się całe życie emocjonalne dziecka. Toksyczne zachowania matki mogą być podwaliną problemów psychicznych dziecka, które często ciągną się za nim przez całe dorosłe życie. Dzieci toksycznych matek zmagają się z poczuciem winy, lękiem, niepewnością i niską samooceną. Trudno im zaufać innym, boją się bliskości, a każda próba nawiązania zdrowych relacji kończy się obawą przed odrzuceniem lub zranieniem. W dorosłym życiu skutki toksycznej relacji z matką mogą objawiać się depresją, nerwicami, problemami w związkach czy trudnościami w odnalezieniu własnej tożsamości. Dlatego tak ważne jest, by rozpoznać toksyczne zachowania matki i zadbać o swoje zdrowie psychiczne – czasem oznacza to postawienie granic, czasem szukanie wsparcia u specjalisty. Pamiętaj: masz prawo do zdrowych relacji i szczęśliwego życia, niezależnie od tego, jak wyglądała twoja relacja z matką w dzieciństwie.





Znakomite podsumowanie problemu. Gratuluję Autorce. Chociaż też współczuję, bo aby tak świetnie znać ten temat, to chyba trzeba znać go z autopsji… Cóż, na 10 typów opisanych powyżej toksycznych matek moja matka uosabia 7 z nich. Po 40 latach z taką matką – nie wiem czy terapia cokolwiek pomoże. Pozdrawiam serdecznie
Mam to samo, nic do nich nie dociera. Nie podobał im sie moj chłopak to stawiali warunki, odcięłam się wśród awantur. Teraz gdy to mój narzeczony, zabraniają mi przyjechać z nim na święta..
Mam 25 lat i chyba ten problem… Już wcześniej podejrzewałem, że coś jest nie tak. W końcu zaczynam uciekać od tego, zabieram ze sobą brata, ale widzę, że i ja od niego w końcu będę musiał uciec. Oj, coś czuję że nie będzie to łatwe… Odezwję się za jakiś czas.
Wg mnie nie ma co na sile zupelnie uciekac, raczej starac sie zachowac dystans i konsekwentnie isc wlasna sciezka popelniajac wlasne bledy. Nie wiem czy mozna inaczej, ale teraz jestem na takim smutnym etapie, ze slow matki nie moge traktowac powaznie, po tylu latach sa zwyczajnie niespojne i bardzo sprzeczne z moim obrazem rzeczywistosci. Jestem rozczarowany ze sposobu w jaki wyraza niezadowolenia moich wyborow (proba obrazy werbalnej wulgarnej, pseudointeligentnej i pseudo blyskotliwej). Dla uproszczenia mysli najblizej mi do uznania matki za osobe chora.
To strasznie trudny i bolesny temat. Moja matka nadal jest potwornie apodyktyczna, ośmieszająca i poniżająca. Zawsze byłam szczpła, a kiedy z wiekiem przytyła, (obecnie 75 kg przy wzroście 170) słyszałam: ależ się spasłaś! Ma 80 lat, a jej pogardliwy stosunek do własnego męża, a mojego ojca- jest coraz bardziej wkurzający. Widzę coraz wyraźniej też, jak ojciec – 84-letni człowiek umęczonym już jest tym jej nieustannym czepianiem się, pouczaniem, smaganiem. Dziś, po wielu latach widzę wyraźnie, jak działała. to bardzo smutne, jest bardzo chora, ale całe życie nie dawała prawa innym ludziom okazywać swego cierpienia, sama dzisiaj milczy na jego temat – jedynie jej lekarka wie coś na ten temat skoro przepisała jej morfinę. Chyba wolałabym się nie rodzić, niż tak żałować tych strasznych relacji z własną matką.
Mój były mąż ma toksyczna matkę. Głupia (chce wyciagnac z bankomatu 15 zł ) i infantylna kobieta. Były ma juz 40 lat a mówi do niego Wojtuś to Wojtuś tamto. Zawsze wie co dla wszystkich najlepsze. Moj były mąż jak i jego brat uzależniony mocno od matki. Zawsze ja tłumaczą – jak mowia jest niepelnosprawna umysłowo i dlatego nalezy ja inaczej traktowac. jest niezaradna zyciowo. Pracą załtwil mąz pan doktor bo sam nie potrafila. Woli byc bita i ponizana przez męża tyrana ale prezenciki po bitce przyjmowała z usmiechem na twarzy. ja jestem całkowitym jej przeciwieństwem. Mąz znalazl sobie kochankę – wypisz wymaluj mamusia. Sa identyczne. Mamusia od poczatku nia zachłyśnięta – aprobowała ta znajomość. Oczywiście najważniejszy wygląd – pryszcz ma range zawalenia sie świata, do tego straszna infantylność i robienie z sobie głupiej zeby połechtać ego swojego faceta. Zycie jest po to by facetowi dogadzac, nawet za cene swojej niewoli. Zero szacunku do intymności, Opowiada synowi (probowala mi) relacje intymne z jego ojcem… porazka. Obie alkoholiczki a 99 % rozmów to seks… twierdzila ze podrywaja ja koledzy synów…szok i niedowierzanie.
Polecam https://myedista.blogspot.com/2017/01/jak-rozpoznac-toksycznego-czowieka.html
Przeczytajcie proszę do końca moją historię…. Moja matka również jest bardzo toksyczna, a objawia się to wpędzaniem mnie w poczucie winy kiedy mam inne zdanie niz ona, kiedy nie zrobię czegoś o co mnie poprosiła- po prostu dla niej odmowa równa sie z tym, ze przestało mi na niej zależeć i ze juz mnie nic nie obchodzi, ze jestem skrajną i skończoną egoistką. Kiedy dla świętego spokoju ulegałam jej i byłam na każde skinienie- była przeszczęśliwa, obsypywałą mnie zapewnieniami ze jestem cudowna, że bardzo mnie kocha, że jestem mądra, że bardzo dobrze wychowuję syna, dawała pieniądze, prezenty ,najczęsciej kolejny ciuch który nie koniecznie był w moim stylu. Sielanka trwała zawsze kilka miesięcy czasami moze ponad pół roku, wystarczyło ze sie czemuś sprzeciwiłam to znów potem były bolesne wypominania ze ją zaniedbuje, ze sie nią nie interesuję, ze ją nie kocham, ze jej nie okazuję uczuc, ze nie chce rozmawiac o uczucich i takie tam puste frazesy. Mam za sobą 4 letnią terapię, dzięki której łatwiej mi było poznac specyfike problemu, mój tato był alkoholikiem , a brat sie powiesił i dlaczego matka w wiecznej depresji nie pozwalała mi życ swoim życiem. Dzięki terapii stałam sie bardziej asertywna, przestałam sie angazowac w toksyczne relacje z mężczyznami, rozluźniłam relację z matką, potrafiłam ukrócić matczyne wyrzuty i wyjsc z nich obronną reką, postawic granice i nie pozwalac sie obarczac jej wiecznemu smutkowi. Poznałam fantastycznego człowieka, który pochodzi z normalnej rodziny, bez zaburzeń dysfunkcyjnych z odciętą pępowiną od matki, który obecnie już od 1,5 roku jest moim mężem. i mogłabym na zakończenie dodac ze wszystko skończyło sie dobrze i ze zyc będziemy długo i szczęsliwie.. No ale to nie prawda. W związku z tym iz po terapii potrafiłam z mamą rozmawiać na drażliwe tematy i wiele sobie w trakcie tych rozmów wyjasniłyśmy, za wiele rzeczy wspólnie sie przeprosiłyśmy – przestałam miec do niej żal, wydawac by sie mogło ze jej wszystko wybaczyłam. Niestety nie trzymałam ręki na pulsie i w zwiazku z ulgą jaką czułam w sercu i ogólnie z życiem jakie zapewniło mi moje dobre małżeństwo wróciłam do starych zwyczajów. Mianowice – dużo częściej zaczełam spotykac sie z mamą, na jej bardzo grzeczne prośby dotyczące odwiedzin, dużo sie jej zwierzałam, myślałam ze jak juz tyle między nami zostało wyjasnione to nasza relacja na pewno juz jest zdrowa i nie musze pilnowac moich granic. No ale niestety toksyczne matki nigdy sie nie zmienią, no chyba ze za pomocą terapii o ile chcą sie z własnym bólem skonfrontować. Moja matka bardzo długo potrafiła sie kontrolowac, bo wiedziała ze jakikolwiek wyrzut i niczym nie uzasadnione pretensje spowodują ze odwórcę sie na pięcie i wyjde w porę nie pozwoliwszy jej uwiesic sie bluszczem na mnie. Wiadomo ze robiła to po to zeby mnie nie „stracic”. Wytrzymała długo ( bo długo tez ja grzecznie nieświadomie – mimo terapii byłam jej posłuszna, bo chciałam, bo nie dostrzegałam w tym niebezpieczeństwa, bo przeciez tyle juz zostało wyjasnione, a moje zycie jest wspaniałe z moim męzem i synem..ale w koncu z powrotem wróciły pretensje, o wszystko, nawet o rzeczy które juz były obgadane i wyjaśnione, a na dokładkę teraz mogła tez miec pretensje do mojego męza ( rzecz jasna bezpodstawne). I wiecie co – mam żal do siebie ze zaufałam jej , ze potraktowałam jak zdrowego człowieka, a powinnam była dalej ( i na pewno juz dozgonnie) pilnować granic. Wiec moi drodzy, muszę z powrotem wrócić do rozluźnionych kontaktów, do dużo rzadszych odwiedzin, na pewno nie będę sie jej zwierzac, bo wszystko co do tej pory wiedziała to wykorzystała i w bolesny sposób wbiła szpilę. I mimo słów jakie ostatnio od niej usłyszałam: ̶