Wyobraźmy sobie świat, w którym ster przejmują dzieci – wskazują nurt, którym mamy płynąć, podpowiadają, czym się kierować podejmując kluczowe wybory. Ktoś mógłby rzec „świat, którym rządzą dzieci”, jednak nie o władzę tu chodzi, lecz o inspirację. Tę, którą można znaleźć w zachwycie dziecka nad kroplami rosy na liściach lub w pierwszych danej zimy płatkach śniegu.
Z reguły nie piszę osobistych tekstów, unikam ich, bo są trudne do uogólnienia. Tym razem jest inaczej. Coraz więcej pisze się o wkurzeniu rodziców na przedszkola i szkoły. One jednak uparcie tkwią w swych starych ramach. Jak więc pogodzić wodę z ogniem i znaleźć placówkę przyjazną dzieciom, rodzicom i nauczycielom?
Czy ciepło i radość, szacunek i pogodną komunikację kupuje się za pieniądze? Czy zależy ona od ilości dzieci w grupie? Od pomocy edukacyjnych? Od ilości zajęć dodatkowych? Od jedzenia?
„Proszę Pani, co robić? To dziecko jest po prostu złośliwe! Tysiąc razy mu mówię – nie rób tak, a jak tylko się odwrócę, ono znowu swoje”. To zdanie, i jemu podobne, słyszymy w swojej pracy w zasadzie codziennie.
„Nie będę mu mówić, że tata jest alkoholikiem. Przecież widać, że pije!” – słyszę czasem od mam, które przychodzą do mnie po pomoc. Temat alkoholizmu w rodzinach dotkniętych tą chorobą, często pozostaje tabu. Dziecko dorastające w atmosferze podwójności zaczyna się gubić.