Ile reklamówek skamieniałego pieczywa wynosicie z domu miesięcznie? Ile niedojedzonych jogurtów, nadpleśniałych jabłek, marchewek i twarożków ląduje na śmietniku?
Kto wie, co kryje się pod skórką i na skórce owoców i warzyw, które kupujemy w sklepach i supermarketach. Czym dokładnie nawożono ziemię, na której wyrosły aż tak bujne i soczyste.
Czy to nie ironia, że segregując śmieci, największy problem mamy z odpadkami organicznymi? Grzecznie czytamy etykiety, myjemy butelki i plastikowe opakowania, segregujemy makulaturę, ale z tym, co wystarczyłoby oddać naturze nie możemy sobie poradzić.
Zamiast tęsknie spoglądać w kierunku co poniektórych eko kremów i balsamów lub kolejny raz denerwować się, że nie rozumiesz etykietki płynu do kąpieli zorganizuj sobie sama domowe spa. Niewykluczone, że wszystkie potrzebne składniki znajdziesz w kuchni.
Jak to zrobić, żeby zmiana na eko-tryb nie była drogą przez mękę? Przede wszystkim nie wymagać od siebie zbyt wiele. Jak każda zmiana w życiu przechodzenie na zieloną stronę mocy jest procesem. Wspaniałe jest to, że gdy raz zaczniesz, ciężko się zatrzymać.
Coraz częściej można spotkać w sklepach ubrania uszyte z bawełny organicznej. W sieciówkach czasem nie są one nawet droższe od tych z bawełny konwencjonalnej. Wiele firm produkujących ubrania dla dzieci decyduje się wyłącznie na bawełnę organiczną. Czy warto postawić na zieloną metkę?