Budzik o szóstej, szybkie śniadanie, zapłakane pożegnanie w żłobku i dwadzieścia minut później biurowa kuchnia, w której ktoś pyta, czy pamiętasz hasło do systemu. Pamiętasz. Tylko że system przeszedł dwie aktualizacje, w zespole pojawiły się nowe twarze, a Twoje cykliczne spotkania ktoś dawno wykasował z kalendarza. Tak wygląda pierwszy dzień wielu mam. Wiedza i doświadczenie zostały dokładnie tam, gdzie były. Zniknęło coś innego – przekonanie, że to wciąż jest moje miejsce. Dobra wiadomość: to zjawisko jest bardzo powszechne i da się nad nim pracować.
Kompetencje zostały, gdzieś zapodziała się pewność
Rok czy dwa poza firmą nie wymazują umiejętności. Wymazują za to coś, czego przez lata nikt nie zauważał: codzienne sygnały, że jest się w czymś dobrą. Zamknięty projekt, pochwała na spotkaniu, zadowolony klient – to wszystko cicho podtrzymywało zawodową tożsamość. Opieka nad niemowlęciem takich sygnałów praktycznie nie daje. Nikt nie przyznaje premii za przetrwaną noc z ząbkującym maluchem.

Stąd paradoks, który coachowie obserwują bardzo często. Mama wraca do pracy psychicznie odporniejsza niż przed urlopem, a jednocześnie ocenia siebie dużo surowiej. Ta rozbieżność łatwo przechodzi w syndrom oszusta, opisany pod koniec lat 70. przez psycholożki Pauline Clance i Suzanne Imes. Każdy sukces wydaje się wtedy przypadkiem, a każde potknięcie – dowodem na to, że „wypadło się z obiegu”.
Poczucie winy wychodzi z domu razem z mamą
Do tego dochodzi emocjonalny bagaż, o którym w pracy raczej się nie rozmawia. Adaptacja dziecka w żłobku czy u niani trwa, a mama przez pierwsze tygodnie żyje w dwóch miejscach naraz. W biurze myśli, czy maluch zjadł obiad. W domu – czy nie zawaliła raportu. Wiele kobiet opisuje to jako poczucie, że zawodzi jednocześnie na każdym froncie. Warto nazwać ten stan po imieniu: to nie dowód na bycie złą matką ani słabą pracownicą, tylko naturalny koszt przejścia między dwiema rolami. Z czasem wyraźnie słabnie, zwłaszcza gdy w domu obowiązki dzielą się uczciwie między oboje rodziców.
Czego tak naprawdę nauczył urlop macierzyński
To nie jest pocieszanie na siłę. Zarządzanie chaosem przy zerowej przewidywalności, podejmowanie decyzji mimo zmęczenia, negocjacje z kimś, kto nie zna słowa „kompromis”, odporność na ciągłe przerywanie pracy – to realne umiejętności operacyjne, tylko zdobyte w nietypowym środowisku. Problem w tym, że przełożony ich sam nie dostrzeże. Trzeba je opisać językiem kompetencji. Pomocne bywają tu narzędzia diagnostyczne, takie jak badanie talentów Gallupa czy test osobowości BIG FIVE, które pokazują naturalne wzorce działania niezależnie od przerwy w zatrudnieniu. Trudno podważyć wynik testu, łatwo podważyć niepewne „chyba nieźle radzę sobie z ludźmi”. Więcej o tym, jak podejść do tematu metodycznie, można przeczytać w artykule o tym, jak zaplanować powrót do pracy po urlopie macierzyńskim i krok po kroku odbudować zawodową pewność.
Rodzic też potrzebuje wsparcia
Powrót na etat to nie tylko sprawa zawodowa. Zmienia się rytm całej rodziny, a mama, która dotąd była przy dziecku przez całą dobę, musi odnaleźć się w nowym układzie – i nie zgubić przy tym siebie. Właśnie tym zajmuje się coaching rodzicielski, w którym uwaga skupia się nie na „naprawianiu” dziecka, lecz na wzmacnianiu zasobów rodzica. Chodzi o zaufanie do własnej intuicji zamiast lawiny sprzecznych porad z internetu, spokojniejsze stawianie granic i znalezienie w tygodniu przestrzeni na własne potrzeby.
Pierwszy kwartał bez presji – plan na spokojny start
Nikt nie wymaga pełnej formy od pierwszego poniedziałku. Rozsądnym horyzontem są mniej więcej trzy miesiące, a kolejność działań znaczy więcej niż ich tempo:
- pierwszy tydzień – obserwacja, bez deklarowania gotowości do przejmowania dodatkowych zadań;
- drugi i trzeci tydzień – jedno małe, domknięte zadanie, które da konkretny dowód sprawczości;
- drugi miesiąc – rozmowa z przełożonym o zakresie obowiązków, z listą pytań przygotowaną wcześniej;
- trzeci miesiąc – sprawdzenie kierunku, bo po przerwie wiele osób inaczej patrzy na swoją pracę.
Równie ważne są granice. To w pierwszych tygodniach zespół ustala, czego może się spodziewać. Odpisywanie na maile o dwudziestej drugiej, zaakceptowane „na chwilę”, po kilku miesiącach staje się normą, a przy małym dziecku szybko prowadzi do wyczerpania.
Kiedy warto sięgnąć po wsparcie z zewnątrz
Nie każdy powrót wymaga pracy z coachem. Jeśli jednak po kilku miesiącach wciąż towarzyszy Ci poczucie tymczasowości, unikasz zadań, przy których trzeba się wykazać, albo myślisz o rezygnacji mimo dobrych wyników, spojrzenie kogoś z boku może bardzo przyspieszyć zmianę.
W Katowicach i online taką pracę prowadzi Magdalena Stokłosa – certyfikowana coach i certyfikowana trenerka Radykalnego Wybaczania metodą Colina C. Tippinga. Łączy klasyczne techniki coachingowe z pracą nad blokującymi przekonaniami oraz neurografiką, która wspiera tworzenie nowych, bardziej sprzyjających wzorców myślenia. Metoda Tippinga bywa szczególnie pomocna, gdy rodzicom towarzyszy uporczywe poczucie winy lub żal. Sesje online dają się dopasować do drzemek i godzin pracy żłobka, a pierwsza, półgodzinna rozmowa zapoznawcza jest bezpłatna.
Ważne: coaching nie zastępuje leczenia ani psychoterapii. Jeśli pojawiają się objawy depresji poporodowej, przewlekły lęk lub inne zaburzenia nastroju, właściwym krokiem jest konsultacja z lekarzem lub psychoterapeutą.

