Minecraft kojarzy się przede wszystkim z budowaniem. Stawiasz blok obok bloku, tworzysz dom, zamek, farmę albo coś, czego planowania nie da się w żaden sposób sensownie wyjaśnić rodzicom. 😉 Najważniejsze jest jednak to, że w tym świecie można tworzyć po swojemu.
A co by było, gdyby ktoś uznał, że to właśnie jest problem?
Na takim pomyśle opiera się „Minecraft. Wbrew porządkowi. Tom 1” Josha Hicksa – komiksowa opowieść osadzona w świecie Minecrafta, ale wykorzystująca go do opowiedzenia czegoś więcej niż tylko kolejnej przygody z creeperami i blokami.
Kiedy kreatywność staje się problemem
Główną bohaterką jest Riley, która prowadzi spokojne życie w niewielkiej wiosce. Nie jest typem poszukiwaczki przygód i raczej nie marzy o wielkich wyprawach. Wszystko zmienia się, gdy do Sioła przybywa Prowincja Idealnego Identyzmu, dowodzona przez identyczne bliźnięta Idealię i Ildefonsa.

Ich pomysł na świat jest prosty: ma być idealnie, czyli… identycznie.
Problem w tym, że świat Minecrafta z założenia jest miejscem dla kreatywności. Możesz zbudować, co chcesz, jak chcesz i z czego chcesz. Nie ma jednego właściwego sposobu na stworzenie domu czy całej wioski.
I właśnie tę swobodę próbuje odebrać mieszkańcom Prowincja.
Kiedy dom Riley zostaje zniszczony, spokojne życie bohaterki kończy się. Riley rusza do działania razem z Charliem – genialnym budowniczym, który niezbyt przejmuje się zasadami bezpieczeństwa i zdecydowanie zbyt chętnie sięga po TNT – oraz Emily, samotniczką i byłą wojowniczką Prowincji.
Ich cel? Dostać się do fortecy Prowincji i odzyskać skradzione materiały.
I tutaj zaczyna się właściwa przygoda.
Nie musimy być tacy sami
Pod warstwą akcji „Wbrew porządkowi” ma coś jeszcze. To opowieść o tym, jak łatwo można próbować narzucić innym własną wizję tego, co jest właściwe, ładne czy „idealne”. A także o tym, że różnorodność nie jest błędem, który trzeba naprawić.
To przesłanie nie jest szczególnie skomplikowane, ale właśnie dzięki temu dobrze pasuje do młodszych czytelników. Recenzent Popkulturowców zwraca uwagę, że komiks mocno akcentuje prawo do bycia sobą i akceptowania różnic między ludźmi.
I chyba właśnie Minecraft jest do tego bardzo dobrym miejscem.
Bo trudno o lepszy świat do opowiadania o kreatywności niż taki, w którym można postawić obok siebie drewnianą chatkę, ogromny zamek albo kompletnie absurdalną konstrukcję zbudowaną tylko dlatego, że ktoś miał na nią ochotę.
Nie trzeba robić tego samego co inni.
Nie trzeba budować tak samo.
Nie trzeba nawet lubić tego samego.
„Wbrew porządkowi”, czyli po swojemu
Być może właśnie dlatego tytuł „Wbrew porządkowi” pasuje tutaj tak dobrze. „Porządek” nie oznacza bowiem po prostu bałaganu albo jego braku. Chodzi raczej o narzucone zasady, według których wszystko i wszyscy powinni wyglądać tak samo.
To ciekawy temat do rozmowy z dzieckiem, szczególnie dlatego, że komiks nie zamienia go w wykład. Historia przede wszystkim prowadzi nas przez przygodę, a przesłanie pojawia się niejako przy okazji.
Można więc po lekturze porozmawiać o tym, czym właściwie jest „idealny” świat. Czy rzeczywiście byłby idealny, gdyby wszyscy byli tacy sami? Czy można mieć własny pomysł na to, jak coś powinno wyglądać, i jednocześnie pozwolić innym mieć zupełnie inny pomysł?
To pytania, na które dziecko może odpowiedzieć po swojemu – dokładnie tak, jak buduje swoje światy w Minecraftcie.
Komiksowy Minecraft ma własny styl
Na uwagę zasługuje również warstwa graficzna. Josh Hicks stworzył własną kreskę, która nie próbuje po prostu przenieść ekranu gry na papier.
Ilustracje są przejrzyste, kolorowe i bardziej miękkie, dzięki czemu komiks zachowuje własny charakter. Nie jest więc wizualną kopią gry, ale osobną opowieścią osadzoną w dobrze znanym świecie.
To może być zresztą przyjemne zaskoczenie dla dzieci, które znają Minecrafta przede wszystkim z ekranu. Tutaj znajome elementy świata gry spotykają się z autorską interpretacją autora.
Jest Minecraft, ale jest też własna historia
„Minecraft. Wbrew porządkowi” nie jest więc komiksem wyłącznie dla kogoś, kto chce zobaczyć na papierze kolejny fragment swojego ulubionego świata.
Oczywiście znajdziemy tutaj Minecrafta: budowanie, bloki, fortecę, walkę, przedmioty znane z gry i charakterystyczny dla tego uniwersum klimat. Ale jednocześnie dostajemy samodzielną historię z własnymi bohaterami i konfliktem.
I to jest chyba jego największa zaleta.
Dziecko może po prostu dobrze się bawić przy lekturze, a przy okazji dostać historię, która daje całkiem dobry pretekst do rozmowy o tym, dlaczego nie musimy być tacy sami jak inni.
Dla kogo jest „Minecraft. Wbrew porządkowi”?
„Minecraft. Wbrew porządkowi. Tom 1” to propozycja przede wszystkim dla młodych fanów Minecrafta, szczególnie tych, którzy lubią komiksy przygodowe i historie z wyraźnym, ale nienachalnym przesłaniem. Oryginalne wydanie jest kierowane do czytelników mniej więcej w wieku 8–12 lat.
Nie trzeba jednak być ekspertem od gry, żeby zrozumieć historię. Znajomość Minecrafta sprawi zapewne, że dziecko szybciej odnajdzie się w świecie przedstawionym i rozpozna wiele jego elementów, ale sednem opowieści pozostają bohaterowie, ich przygoda i konflikt wokół potrzeby podporządkowania sobie innych.
Bo czasami warto być trochę „wbrew porządkowi”.
Zwłaszcza jeśli ten porządek mówi nam, że wszyscy powinni wyglądać, myśleć i tworzyć dokładnie tak samo.
A po przeczytaniu można przecież zrobić to, co w Minecraftcie najprzyjemniejsze: zbudować coś kompletnie po swojemu.
I bardzo dobrze. 😉

