Marzi. Dzieci i ryby głosu nie mają, to książka, która ukazała się nakładem wydawnictwa Egmont. I choć tytuł wielu może zrazić, bo dziś się tak dzieci nie traktuje, to po przeczytaniu książki, staje się on w pełni zrozumiały.
Oto przed nami kilkuletnia mieszkanka Warszawy, która wychowuje się w wieżowcu. Marzi. Jak każda kilkulatka ma grono swoich przyjaciół i swój dziecięcy świat. Nie wychowuje się jednak w oderwaniu od rzeczywistości dorosłych. Podgląda ją, obserwuje i próbuje zrozumieć, choć dzieje się to z różnym skutkiem.

Książka została wydana w formie komiksu. Na całość składa się kilkanaście luźnych opowieści, które pozornie nie są ze sobą powiązane. Łączy je główna bohaterka, jej rodzina i czasy, w których żyje.
Czasy, w których cała rodzina stoi w kolejce do sklepu na zmiany, bo nie da się tyle godzin spędzić bezczynnie. Czasy, w których pęto kiełbasy jest na wagę złota, kiedy tata przez kilka dni nie wraca z pracy, bo razem z kolegami walczy o lepszą przyszłość. Czasy, w których nie ma smartfonów, tabletów, a telewizor jest u co drugiego sąsiada.
To opowieść o końcu lat osiemdziesiątych i początkach lat dziewięćdziesiątych. Opowieść piękna, bo pisana z perspektywy dziecka. Bez politycznych sugestii, bez społeczno-gospodarczych analiz, bez martyrologii i dorabiania ideologii do faktów.
Marzi jest dzieckiem. I pokazuje nam swój świat właśnie jak dziecko. Pokazuje zabawy, zainteresowania, atrakcje, ale również problemy i zmartwienia dziecka tamtych czasów. Nowe koleżanki w klasie, pieniądze i ich brak, wakacje u babci na wsi. To są tematy, które zajmują bohaterkę.
Przejazdy windą w górę i w dół, dzwonienie do sąsiadów i uciekanie ile sił w nogach.
Dzisiejszy trzydziestokilkuletni lub czterdziestoletni czytelnik wielokrotnie znajdzie tam siebie. I choć nie wszystkie wspomnienia są dobre, ciepłe czy pozytywne, to wiele z przytoczonych przez Marzi kwestii, poruszy tę sentymentalną nutę.
Trzepak, boisko szkolne, wspólne wygłupy i tańce. Zabawy, które dla nas, dorosłych dziś ludzi, były kiedyś całym światem.
Czy książka jest dla dzieci? Na pewno nie dla najmłodszych, bo mogą nie pojąć opisanej rzeczywistości, która jawi się, jak świat z wyobraźni, a przecież była faktem. Tak się kiedyś działo. My naprawdę bawiliśmy się bez całej tej elektroniki!
Dla dzieci starszych, kilkunastoletnich? Z pewnością! Otworzy im oczy. Pokaże im świat, jakiego nigdy w życiu nie znały i nigdy w życiu nie poznają, z jego blaskami i cieniami. Pomoże zrozumieć rodzica, który z sentymentalną łezką w oku spogląda na, pusty dziś, trzepak.
Dla dzieci starszych, ale nie czytana w osamotnieniu. Zbyt duża jest różnica między tymi dwiema rzeczywistościami, by dziecko mogło ją pojąć samodzielnie. Zbyt wielka jest przepaść między Marzi, a dzisiejszym dzieckiem. Czytana z rodzicem, będzie łatwiejsza do zrozumienia, a poza tym to świetnie i wartościowo spędzony czas wolny.
Czy warto? Z pewnością!

