Gdy dziecko nie słucha tego, co do niego mówisz, czasami myślisz, że odchodzisz od zmysłów, a Twoje zasoby cierpliwości kurczą się w ekspresowym tempie? Spokojnie.
„Ile razy mam ci to jeszcze powtarzać?!”
Jeśli zdarza Ci się wypowiadać to zdanie kilka razy dziennie, nie jesteś wyjątkiem. Ten tekst jest dla rodziców i opiekunów, którzy zmagają się z sytuacją, gdy dziecko nie słucha — nie dlatego, że jest „niegrzeczne”, ale często dlatego, że nie rozumie komunikatu, jest pochłonięte zabawą, zmęczone albo chce mieć choć trochę wpływu na to, co się dzieje. Dobra wiadomość jest taka, że zmianę da się osiągnąć bez kar: przez jaśniejsze komunikaty, spokojne granice i budowanie współpracy.

Dziecko nie chce się ubrać, nie reaguje na prośbę o posprzątanie zabawek, ignoruje wołanie na obiad albo po raz kolejny robi coś, czego wcześniej mu zabranialiśmy. W takich chwilach łatwo pomyśleć: „Ono po prostu mnie nie słucha”.
Tylko co właściwie kryje się za tym stwierdzeniem?
Dziecko może nie reagować na polecenie z bardzo różnych powodów. Czasami, jak wspomniałam, nie zrozumiało komunikatu, czasami jest tak pochłonięte zabawą, że trudno mu się zatrzymać, a innym razem zwyczajnie nie chce zrobić tego, o co prosimy. Może też być zmęczone, przeciążone emocjami albo potrzebować poczucia wpływu na sytuację — a dzieci zwykle chętniej współpracują wtedy, gdy czują, że mają na nią realny wpływ.
Dlatego zanim sięgniemy po karę, warto spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie: czego moje dziecko potrzebuje, żeby mogło ze mną współpracować? Właśnie temu przyglądamy się dalej: skąd bierze się brak reakcji, jak mówić do dziecka, żeby łatwiej było mu usłyszeć i zrozumieć, jak stawiać granice bez kar oraz jak wzmacniać współpracę zamiast zaostrzać konflikt.
Bo celem nie powinno być wychowanie dziecka, które wykonuje każde polecenie bez słowa. Chodzi raczej o to, żeby lepiej rozumieć jego zachowanie, ograniczyć codzienną frustrację i uczyć je współpracy, szacunku dla granic i radzenia sobie z sytuacjami, w których nie może dostać tego, czego chce.
Co właściwie oznacza zachowanie dziecka, gdy „nie słucha”?
„Nie słucha” to bardzo szerokie określenie. Dla jednego rodzica będzie oznaczało, że dziecko nie odłożyło zabawki na miejsce. Dla innego – że protestuje przeciwko każdej prośbie. Tymczasem za podobnym zachowaniem mogą stać zupełnie różne przyczyny.
Wyobraź sobie, że prosisz dziecko:
„Chodź, zakładamy buty”.
Dziecko nadal siedzi na podłodze i bawi się samochodami.
Czy Cię ignoruje? Być może. Ale równie dobrze może być całkowicie pochłonięte zabawą i potrzebować chwili, żeby przerwać to, co robi. Jeśli ma kilka lat, może też nie mieć jeszcze takiej zdolności do samodzielnego hamowania działania jak osoba dorosła.
Inna sytuacja: prosisz dziecko o posprzątanie pokoju, a ono stoi bez ruchu. Może nie wiedzieć, od czego zacząć. „Posprzątaj pokój” dla dorosłego jest dość jasnym komunikatem, ale dla małego dziecka może oznaczać ogromną liczbę czynności naraz i przez to właśnie dziecko czuje się przytłoczone. Jego mózg nie potrafi tego jeszcze poukładać i zaplanować.
Jeszcze innym razem dziecko doskonale rozumie, czego oczekujesz, ale odpowiada:
„Nie!”
I też nie musi to oznaczać, że coś jest z nim nie tak. Odmowa może być sposobem na wyrażenie potrzeby niezależności, sprzeciwu czy wpływu na sytuację.
Zanim więc uznamy, że dziecko „nie słucha”, warto zastanowić się, czy ono nie może, nie rozumie, nie potrafi, nie jest gotowe, czy po prostu nie chce.
Zanim zaczniesz wymagać, sprawdź swoje oczekiwania
Dzieci uczą się samoregulacji, współpracy i wykonywania poleceń stopniowo. Nie można oczekiwać od trzylatka takiej samej kontroli nad zachowaniem jak od dziesięciolatka.
Dlatego dobrze zadać sobie kilka prostych pytań.
Czy moje dziecko rozumie, czego od niego chcę?
Komunikat jest dostosowany do jego wieku?
Czy proszę o jedną konkretną rzecz, czy przekazuję kilka poleceń jednocześnie?
A może dziecko jest zmęczone, głodne albo bardzo pobudzone?
Czy właśnie przerywam mu interesującą zabawę?
Oczekuję umiejętności, której dziecko dopiero się uczy?
To ostatnie pytanie jest szczególnie ważne.
Dziecko może wiedzieć, że trzeba posprzątać zabawki, a jednocześnie nie umieć samodzielnie zaplanować całego zadania. Może wiedzieć, że nie wolno uderzać brata, a mimo to w silnych emocjach mieć trudność z powstrzymaniem impulsu.
„Nie chce” i „nie potrafi” to nie zawsze to samo.
Mów tak, żeby mózg dziecka miał szansę zareagować
Czasami problem nie leży w samym poleceniu, ale w sposobie, w jaki je przekazujemy.
Wyobraź sobie rodzica, który z kuchni woła:
„Ile razy mam ci mówić, żebyś posprzątał ten pokój?! Zaraz wychodzimy! Masz się ubrać, umyć zęby i jeszcze posprzątać!”
Dziecko słyszy dużo słów, ale niekoniecznie dostaje jasną informację, co ma zrobić w pierwszej kolejności.
Znacznie łatwiej zareagować na konkretny komunikat:
„Za chwilę wychodzimy. Najpierw włóż klocki do pudełka”.
Dobrze jest podejść do dziecka, nawiązać kontakt wzrokowy i upewnić się, że rzeczywiście nas słyszy. Szczególnie młodsze dzieci mogą mieć trudność z przetwarzaniem komunikatu, kiedy jednocześnie zajmują się czymś absorbującym.
Pomaga również mówienie o tym, co dziecko ma zrobić, zamiast koncentrowania się wyłącznie na tym, czego robić nie powinno.
Zamiast:
„Nie biegaj po domu!”
możemy powiedzieć:
„W domu chodzimy. Jeśli chcesz pobiegać, możemy wyjść na dwór”.
Nie zawsze uda się dzięki temu uniknąć protestu. Ale dziecko dostaje jasną informację o oczekiwanym zachowaniu. Pamiętaj też, by maksymalnie uprościć swój przekaz. Mów językiem dziecka. Nie znaczy to, że masz powiedzieć: „lale idą aaaaa”. Ale zamiast powiedzieć: „posprzątaj swoje lalki”, możesz: „włóż lale do pudełka, niech idą spać”.
Nie pytaj o wybór, jeśli wybór nie istnieje
Jednym ze sposobów na zwiększenie współpracy jest dawanie dziecku ograniczonego wyboru. Nie chodzi jednak o to, żeby pytać o zgodę na każdą rzecz.
Jeśli trzeba wyjść z domu, pytanie:
„Czy chcesz się ubrać?”
daje dziecku możliwość odpowiedzi „nie”, choć wyjście jest konieczne.
Możemy zamiast tego powiedzieć:
„Ubieramy się. Chcesz założyć niebieską czy zieloną bluzkę?”
Granica pozostaje taka sama – dziecko się ubiera – ale może zdecydować o czymś, co rzeczywiście może być jego wyborem. Z znacznie zmniejsza opór dziecka, daje mu pole do decydowania, kontroli i sprawczości, a przez to zwiększa szanse na to, że dziecko posłucha.
To ważne rozróżnienie. Dziecko nie potrzebuje mieć wpływu na wszystko. Potrzebuje doświadczać, że w pewnych obszarach jego zdanie naprawdę ma znaczenie. Szukaj dla swojej pociechy możliwości decydowania i wyboru, a unikniesz wielu dramatów.
Zapamiętaj: Jeśli proponujesz wybór, warto też zadbać o to, żeby był prawdziwy. Nie ma większego sensu pytać dziecka, czy chce coś zrobić, jeśli każda jego odpowiedź zostanie zignorowana.
Daj dziecku czas na reakcję
Dorosły potrafi w jednej chwili przerwać pracę, odłożyć telefon i przejść do kolejnego zadania. Dla dziecka zmiana aktywności może być znacznie trudniejsza.
Zwłaszcza jeśli właśnie robi coś, co bardzo je angażuje.
Dlatego zamiast nagłego:
„Wyłącz tablet. Natychmiast!”
możemy wcześniej zapowiedzieć:
„Masz jeszcze pięć minut, potem kończymy”.
Po pięciu minutach przypominamy o ustaleniu.
Podobnie możemy postąpić przed wyjściem z domu, końcem zabawy czy rozpoczęciem wieczornego rytuału.
Gdy dziecko bawi się na placu zabaw możesz ustalić „okres przejściowy” w aktywności, którą właśnie dziecko podjęło. Może nie rozumieć, ile to jest 5 minut, bo dla niego to może być jeszcze abstrakcja, ale na przykład „trzy zjazdy ze zjeżdżali”, czy „trzy rundy toru przeszkód” będą dla niego znacznie bardziej zrozumiałe.
Takie zapowiedzi nie sprawią, że dziecko zawsze z uśmiechem przerwie zabawę. Ich zadaniem jest raczej ułatwienie przejścia z jednej aktywności do drugiej.
Granica nie musi być karą
To chyba jeden z najważniejszych elementów całego tematu.
Rezygnacja z kar nie oznacza rezygnacji z granic.
Dziecko może usłyszeć „nie”. Może nie dostać tego, czego chce. Dorosły może zatrzymać zachowanie, które jest niebezpieczne albo narusza prawa innych osób.
Jeśli dziecko bije rodzeństwo, nie musimy czekać, aż samo zdecyduje się przestać. Możemy podejść, zatrzymać jego rękę i powiedzieć:
„Nie pozwolę ci bić”.
Jeśli rzuca przedmiotem w kierunku innych osób:
„Zatrzymuję cię. Nie pozwolę rzucać w ludzi”.
Jeśli nie chce zapiąć pasów w samochodzie, dorosły nie musi przekonywać go bez końca. Zapinamy pasy, ponieważ chodzi o bezpieczeństwo.
To są granice.
Kara ma natomiast inną funkcję – jest wymierzana dziecku, często po to, żeby odczuło skutki swojego zachowania i następnym razem zachowało się inaczej. Choć badania nad ludzkim funkcjonowaniem już dawno tę teorię obaliły. Takie negatywne wzmocnienie (czyli właśnie kara), uczy jedynie lepszego ukrywania się ze swoim niewłaściwym zachowaniem. I ważne dopowiedzenie, choć mam nadzieję, że dla każdego już jasne: surowe kary fizyczne są absolutnie zabronione i w obecnym stanie prawnym są karalne.
Możemy więc być jednocześnie spokojni i stanowczy. Możemy powiedzieć „nie” bez krzyku, grożenia i upokarzania.
Co zamiast kar?
Jeżeli rezygnujemy z kar, pojawia się naturalne pytanie: „To co mam zrobić?”
Odpowiedź zależy od sytuacji.
Czasami wystarczy jasne przypomnienie granicy. Innym razem potrzebne będzie zatrzymanie zachowania albo pomoc dziecku w wykonaniu zadania.
Jeśli dziecko rozrzuciło klocki i nie chce ich sprzątnąć, możemy powiedzieć:
„Widzę, że trudno ci zacząć. Posprzątamy razem. Ty zbierasz czerwone klocki, ja niebieskie”.
Jeśli wylało wodę, zamiast kary możemy zaangażować je w naprawienie sytuacji:
„Woda jest rozlana. Weźmy ręcznik i wytrzyjmy podłogę”.
Jeżeli dziecko zrobiło komuś krzywdę, ważniejsze od wymierzenia kary może być zatrzymanie zachowania, zadbanie o osobę poszkodowaną i pomoc dziecku w zrozumieniu, co może zrobić inaczej następnym razem.
Niektóre dzieci będą uczyć się tych granic i zasad wolniej, inne załapią je szybciej. Tu też warto spojrzeć na to z perspektywy ich układu nerwowego, a nie krnąbrności. Kiedyś wszelkie przejawy buntu, czy nawet sprzeciwu były uznawane właśnie za krnąbrność. Dziś już wiemy, że to układ nerwowy decyduje o dziecka zdolności do samoregulacji.
Nie oznacza to, że każde zachowanie ma pozostać bez żadnej reakcji. Przeciwnie – reakcja dorosłego jest potrzebna. Chodzi o to, żeby była związana z sytuacją i wspierała naukę odpowiedzialności, zamiast służyć wyłącznie zadaniu dziecku przykrości.
A jeśli dziecko mówi „nie”?
„Nie chcę!”
„Nie będę!”
Dla wielu rodziców te słowa działają jak zapalnik. Tymczasem odmowa nie zawsze wymaga natychmiastowej walki o posłuszeństwo. Rozwój dziecka tej odmowy potrzebuje dla ustalenia też własnych granic i własnej tożsamości. Rodzic natomiast ma tu dość trudne zadanie. Powinien uszanować walkę o niezależność, a jednocześnie skłonić dziecko do współpracy. Jak to zrobić? Zobacz.
Możemy jednocześnie uznać emocje dziecka i utrzymać granicę.
„Wiem, że nie chcesz kończyć zabawy. Jest ci trudno się z nią rozstać. Mimo to teraz wychodzimy”.
To nie jest pobłażliwość. To nie jest ustępowanie, ale jednocześnie, to nie jest też forsowanie siłowe swojego zdania. Rozumiem, że nie chcesz, niestety musisz. To podejście, które uznaje dziecka niezadowolenie i nie każe mu przerywać miłej aktywności z uśmiechem na twarzy. Daje przyzwolenie do „negatywnych emocji” – w cudzysłowie, bo emocje nie są dobre ani złe. Po prostu są.
Dziecko może być zdenerwowane. Może płakać. Może uważać, że rodzic jest niesprawiedliwy.
Naszym zadaniem nie jest sprawienie, żeby każda granica została przez dziecko zaakceptowana z entuzjazmem. Dziecko ma prawo być niezadowolone z decyzji dorosłego.
Ma też prawo mieć własne zdanie i informować o swoich potrzebach, nawet jeżeli na początku mu to nie wychodzi, a jego komunikaty są niejasne.
„Nie słucha” nie zmieni się po jednym magicznym komunikacie
Wychowanie nie działa jak instrukcja obsługi.
Nie istnieje jedno zdanie, które sprawi, że dziecko od jutra zacznie reagować na każde polecenie. Nawet najlepszy komunikat nie zadziała zawsze – szczególnie wtedy, gdy dziecko jest bardzo zmęczone, przeżywa silne emocje albo znajduje się w sytuacji, która przekracza jego możliwości.
Dlatego ważniejsza od perfekcyjnej techniki jest powtarzalność.
Jasne zasady.
Przewidywalne reakcje.
Spokojne przypominanie granic.
Dawanie dziecku możliwości ćwiczenia nowych umiejętności.
I świadomość, że współpraca jest czymś, czego dziecko dopiero się uczy. Nie wpędzajmy dziecka w poczucie winy, bo się nie dostosowało („mamusi jest przykro, że nie chcesz posprzątać” – to bardzo krzywdzący komunikat). Zachowaj spokój, gdy dziecko nie słucha, jeżeli czujesz, że narasta w Tobie napięcie, to wyjdź do drugiego pokoju. Uspokój się. Weź głęboki oddech. Mierzenie się z dziecięcą odmową czy niesłuchaniem jest dla rodzica (szczególnie zmęczonego) ogromnym wyzwaniem. Ale próbuj. Bo warto.
Co zrobić, kiedy dziecko nadal nie współpracuje?
Czasami robimy wszystko, co potrafimy: podchodzimy, mówimy spokojnie, dajemy wybór, uprzedzamy o zmianie, a dziecko nadal protestuje.
I wtedy warto pamiętać o jednej rzeczy: sukcesem nie zawsze jest to, że dziecko natychmiast zrobi to, o co prosimy.
Może nadal płakać, złościć się albo mówić „nie”. Możemy jednak przeprowadzić je przez tę sytuację bez krzyku i kary.
„Widzę, że bardzo tego nie chcesz. Możesz być zły. Ja nadal nie pozwolę ci bić siostry”.
To zupełnie inny komunikat niż:
„Przestań się tak zachowywać, bo dostaniesz karę”.
W pierwszym przypadku dorosły pozostaje odpowiedzialny za granicę i bezpieczeństwo, jednocześnie pozwalając dziecku przeżyć emocje. Największy prezent jaki możecie, jako rodzice, dać swoim dzieciom, to właśnie ta przestrzeń do przeżywania KAŻDYCH emocji. Zarówno tych przyjemnych, jak i tych trudnych, które wymagają więcej energii.
Kiedy warto poszukać dodatkowego wsparcia?
Jeżeli trudności ze współpracą są bardzo nasilone, pojawiają się niemal w każdej sytuacji i znacząco utrudniają codzienne funkcjonowanie dziecka lub całej rodziny, warto przyjrzeć się im bliżej.
Szczególnie wtedy, gdy oprócz problemów ze współpracą pojawiają się inne trudności – na przykład bardzo silne i częste wybuchy emocji, problemy z komunikacją, funkcjonowaniem w grupie czy wykonywaniem codziennych czynności.
Konsultacja ze specjalistą nie oznacza automatycznie, że z dzieckiem „jest coś nie tak”. Może pomóc lepiej zrozumieć jego zachowanie i znaleźć sposoby dopasowane do jego potrzeb.
Dziecko nie musi być posłuszne, żeby współpracować
Być może więc warto trochę inaczej spojrzeć na zdanie „moje dziecko mnie nie słucha”.
Nie chodzi o to, żeby dziecko wykonywało każde polecenie bez dyskusji. Chodzi o nauczenie go współpracy, respektowania ważnych granic i stopniowego rozwijania umiejętności potrzebnych do samodzielnego funkcjonowania. To podstawa, która wpływa też na wzajemny szacunek członków rodziny.
A dorosły nie musi wybierać między pobłażliwością a karą.
Może postawić granicę.
Powiedzieć „nie”.
Może zatrzymać zachowanie, które jest niebezpieczne lub krzywdzące.
I jednocześnie może zrobić to spokojnie, z szacunkiem dla dziecka i jego emocji.
Bo dziecko nie uczy się współpracy przez strach przed karą. Uczy się jej w relacji, w której granice są jasne, reakcje dorosłego przewidywalne, a błędy i trudne emocje stają się okazją do nauki, a nie powodem do zawstydzania.

